Pierwszą książką zrecenzowaną na moim blogu będzie "Love, Rosie", czyli opowieść o przyjaźni i miłości. Na początku chciałam zaznaczyć, że właśnie nazwę swojego bloga zaczerpnęłam od drugiego tytułu tej powieści, a dokładniej "Na końcu tęczy" (ang."Where Rainbows End"). Napisana jest ona w dość nietypowym stylu, a mianowicie w postaci listów, e-maili, sms-ów, a nawet wycinków z gazet. Książka liczy sobie ponad 500 stron.
Rosie Dunne i Alex Stewart przyjaźnią się od dzieciństwa. Są nierozłączni. Wiedzą o sobie wszystko, zawsze mogą na siebie liczyć i wszędzie chodzą razem... no może nie do łazienki, ale to już szczegół. Mają swoje plany na przyszłość, których trzymają się cały czas. Rosie pragnie otworzyć własny hotel, a Alex chce zostać lekarzem. Pewnego dnia myślą, że ich wszystkie marzenia się spełnią. Alex wyjeżdża z rodzimej Irlandii do Bostonu, by zacząć studia na Harvardzie. Rosie miała dołączyć do niego nieco później i zacząć szkołę hotelarską w Bostonie. Wszystko jednak się komplikuje, kiedy dziewczyna "przypadkiem" zachodzi w ciążę. Jest zmuszona pozostać w Dublinie i zająć się wychowaniem małej Katie, podczas gdy Alex wiąże się z koleżanką z Harvardu - Sally. Bohaterzy z czasem zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że łączy ich coś więcej niż tylko przyjaźń. Na swej drodze napotykają wiele przeszkód co sprawia, że przez długie lata ukrywają przed sobą swoje uczucia.
Po przeczytaniu tej książki, czułam się, jakbym przeżyła te wszystkie lata razem z bohaterami i towarzyszyła im w zarówno radosnych, jak i smutnych chwilach. Przekonałam się, że opowieść nieraz potrafi wzruszyć. Autorka dała nam do zrozumienia, że w życiu trzeba wykorzystać każdą minutę. Sądzę, że ta książka jest fantastyczna i warto ją przeczytać. Na pewno kiedyś do niej jeszcze wrócę. :)
~Alexa~
